Mimo upływu lat problem azbestu w gminie Szczucin powraca jak bumerang. A może to złe określenie – on wcale nie powrócił, bo nigdy się nie skończył. Obecnie część dróg lokalnych jest tak wyeksploatowana, że zaczyna odsłaniać ukryte pod asfaltem niebezpieczeństwo – pokruszony azbest, którym w przeszłości naprawiano nawierzchnie. O skali zagrożenia pisze najnowsze wydanie tygodnika TEMI.
Zapewne każdy starszy mieszkaniec Powiśla zna genezę problemu, ale warto ją przypomnieć. W Szczucinie przez wiele lat działała wytwórnia elementów azbestowo-cementowych, zamknięta dopiero w latach 90. Niemal 40 lat produkcji pokryć dachowych i rur kanalizacyjno-wodociągowych zawierających azbest doprowadziło do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Wiele osób straciło życie z powodu nowotworów płuc, głównie międzybłoniaka opłucnej. Na początku XXI wieku ryzyko zachorowania na tę chorobę w Szczucinie było aż 60 razy wyższe niż w innych częściach kraju. Dziś sytuacja się poprawiła, ale zagrożenie wciąż istnieje – informuje tygodnik TEMI.
Usuwanie azbestu w gminie Szczucin trwa od ponad 20 lat. Był on wykorzystywany niemal wszędzie – na dachach budynków mieszkalnych i gospodarczych, a także do utwardzania dróg, boisk sportowych i podwórek. Dzięki Funduszowi Szwajcarskiemu wywieziono 1,8 tys. ton tego materiału. To jednak wciąż za mało, by można było uznać problem za rozwiązany.
W rozmowie z tygodnikiem TEMI burmistrz Szczucina Tomasz Bełzowski podkreśla, że nadal sporo eternitu zalega na dachach budynków gospodarczych, zwłaszcza tych należących do mniej zamożnych, starszych mieszkańców. Powraca także problem lokalnych dróg, które przed laty utwardzano odpadami azbestowymi i pokrywano warstwami asfaltu. Burmistrz szacuje, że ponownego zabezpieczenia może wymagać nawet 30% wcześniej remontowanych odcinków. Niestety, problemem są finanse – obecnie brak specjalnych programów umożliwiających podjęcie prac na tych drogach.
Co z „tykającą bombą”?
Tak od lat określa się azbestową hałdę znajdującą się na terenie Szczucina, zaledwie 400 metrów od wałów wiślanych. O konieczności jej usunięcia mówi się od co najmniej 25 lat, ale do dziś pozostaje nietknięta.
Cały artykuł na ten temat można przeczytać w najnowszym wydaniu tygodnika TEMI.

